Obserwatorzy

piątek, 13 października 2017

Brak mi czasu.

Przyznam się szczerze, że brak mi czasu na wszystko. Normalnie żyje w biegu dobrze odpocząć i odetchnąć nie mogę. W ostatnim czasie dalej dojeżdżam do pracy i wcześniej muszę wyjechać oraz dłużej powrót zajmuje. A i w domu ciągle jest coś do zrobienia. Od ostatniego wpisu trochę się wydarzyło, a mianowicie byliśmy z mężem w Chorwacji, odwiedziliśmy też Festiwal Smaków w Grucznie.












Pogłębiam też swoje inne zainteresowania między innymi kulinaria 




Z Gruczna przywiozłam kilka fajnych dodatków do kuchni takich jak olej lniany, olej dyniowy oraz olej konopny, a także płatki chili oraz suszonego pomidora z czosnkiem i bazylią, miód spadziowy i gryczany.

Powstaje też pamiątka dla koleżanki z pracy.
A tak to u mnie nic nowego. Myślałam, że oswoiłam się z tym, że inne kobiety zachodzą w ciąże, tylko nie ja, ale ostatnio przekonałam się, że nie do końca. Trzy koleżanki z pracy są w ciąży i ciężko mi z tym. Czuje się pogodzona z tym, że mogę nie mieć dzieci ale to boli, że innym się udaje chociaż nie raz przez przypadek.

piątek, 23 czerwca 2017

Ogarniam.

Obiecywanki cacanki, tak jest u mnie. Obiecywałam, że będę systematycznie prowadzić bloga i nic mi z tego nie wyszło. Zawsze sobie coś obiecuje, a później wyrzuty sumienia, że nie udało mi się tego dotrzymać. A co za tym idzie złość na samą siebie, że nic mi nie wychodzi i że jestem do niczego, bo nie jestem idealna. Trudno jest mi zaakceptować siebie, boję się porażki, a zwłaszcza tego co inni powiedzą, że mi się coś nie udaje.

Nic nie daje mi radości, nic nie cieszy. Wszystko denerwuje i złości, jestem ostatnio zgryźliwa i nie przyjemna. Nie chce taka być, a nie potrafię się zmienić.

Od ostatniego wpisu trochę się działo, powstały dwie pamiątki komunijne oraz trochę pojeździliśmy z mężem. A i nasza mała rodzinka się powiększyła ( nie u nas niestety, tylko nasza suczka się oszczeniła). A teraz trochę zdjęć.










 

piątek, 20 stycznia 2017

Zimowo

Zima niby powinna służyć robótką ręcznym, ale u mnie to nie bardzo idzie. Czasami mam takie dni, że z łóżka bym najchętniej nie wychodziła. Staram się ogarniać, ale jakoś wszystko nie idzie po mojej myśli. A to kasy brakuje, a to z teściami jakieś zwarcie i ciągle ostatnio się kłócę z mężem ( o głupoty, ale wiadomo w kłótni różne słowa padają). Brakuje mi takie odpoczynku od codzienności, wyłączenia się na chwile, zwykłego nie przejmowania się co myślą inni. A tak chwila rozprężenia i mam wyrzuty sumienia, że odpoczywam oraz że nie ogarniam wszystkiego, Robię się zestresowaną panią domu. Dosyć marudzenia, chociaż dobrze, że tu mogę się wyżalić.

Okres zimowy kojarzy mi się z wełnianymi swetrami i różnego rodzaju gorącymi napojami. Jak zawitała w końcu do nas zima, to z mężem postanowiliśmy rozgrzać się grzanym piwem i to na śniegu.




 Wieczorami jak mam nastrój to smakuje wino, kiedyś więcej piłam wina, ostatnio bardziej piwo i nalewki.
W świątecznej atmosferze najbardziej oświetlenie i bombki.






niedziela, 1 stycznia 2017

Podsumowania

Kolejny rak za mną. Rok pełen niepokoju, zmartwień i wali samej ze sobą. Kolejny sylwester, który nic nie wnosi. Czasami się zastanawiam, czy podejście do życia (moje oczywiście) nie jest wyolbrzymione. Naoglądam się filmów, seriali i człowiek by chciał tak jak w tym cudownym świecie. Gdzie wszystko się układa, a ludzie są dla siebie stworzeni. Gdzie konflikty same się rozwiązują i z niczego powstaje wspaniałe dzieła w krótkim czasie. Człowiek zaś zastanawia się nad swoim życiem i dochodzi do wniosku, że jego życie odbiega od tego wspaniałego obrazu. Ciężko jest pogodzić pracę z domem i hobby. Brak siły na walczenie z szarą rzeczywistością, czyli z niedoskonałością męża (kochanego choć denerwującego) z poirytowanym w pracy czy z zwykłym brakiem sił. Kolejne niepowodzenia podkopują twoją pewność.

Haft moje hobby, które mnie uspokaja i w pewnym sensie sprawia, że czuję się pewniej, bo coś umie. Czasami jednak patrząc na pracę innych czuję, że jednak nie do końca tak  jest. Tworzycie piękne prace, ogromne obrazy w przeciągu kilku miesięcy czy nawet tygodni, a ja ze swoim męczę się już rok i nawet połowy nie mam za sobą. Nie mówię o tych które są zaczęte a nie skończone. Oglądałam dzisiaj film "Julie and Julia", chciało by się mieć taki autorytet i takie zaangażowanie. A człowiek myśli i planuje a jak ma dojść do realizacji to odpuszcza bo nie ma chęci i boi się niepowodzenia.

Podsumowując 2016 był rokiem złożonym. W pracy bez zmian, z małą może bo przez miesiąc jeździłam na inny sklep do pomocy, ale ogólnie sieć ta sama. W ciąży niestety nie jestem. Zostałam ciocią u brata, Zośka ma już 8 miesięcy i jest cudowna, rozpieszczam jak mogę. O finansach nie wspominam, bo nie ma o czym. Z mężem różnie bywa, najczęściej kłócimy się o głupoty i czasami sami sobie stwarzamy problemy.  Sytuacja mieszkaniowa się nie zmienia, nadal mieszkamy z teściami. Pod koniec roku zmarła babcia, miała 91 lat bardzo to przeżyłam i nadal jak myślę o niej to łzy mi w oczach stają. Haft ostatnio mi nie idzie, portret powoli do przodu, ale więcej przed mną niż za mną. Matryczka jedna zaczęta, pamiątka ślubna też, a i irysy jeszcze są w trakcie. To chyba wszystko, w dzisiejszym wpisie bark zdjęć. Może w nowym roku więcej będę tu zaglądać.

czwartek, 6 października 2016

Jesiennie

Kurczę, rzadko ostatnio tu zaglądam, ale czasu nie mam. Praca, dom, haft i  tak na okrągło. Teściowa podupadła ostatnio na zdrowiu, więc i u mnie więcej obowiązków. A i do moich rodziców staramy się często jeździć. Co mam mówić życie, czasami jest pod górkę, ale staram się z nim zmierzyć. Czasami jest ciężko sił braknie, a i psychicznie czasami nie daję rady. Jednak  nie poddaje się i walczę dalej o siebie i swoją rodzinę. Na haft też mało czasu mam, bo praca zmianowa i nie zawsze mi się chce, ale staram się trochę porobić. Mam nadzieję, że w tym zimowo jesiennym czasie nadrobię.


Męczę portret, a mój piesek mi pomaga jak może. W ostatnim czasie mieliśmy z mężem urlop i troszkę pozwiedzaliśmy. Odwiedziliśmy Częstochowę, Olsztyn oraz Bieszczady. W Bieszczadach próbowaliśmy piwa regionalnego.



Zakwitła mi różyczka na balkonie, ma śliczny kolor.
Ostatnio próbuję się bawić makijażem.
I mój kochany psiutek. 

poniedziałek, 25 lipca 2016

Różnie to bywa.

Nawet nie wiem kiedy minęło tyle czasu od ostatniej mojej wizyty tu. Trochę się wydarzyło. Zostałam ciocią, jakieś trzy miesiące temu. Malutka Zosia jest urocza i śmieszka nie samowita. Czasami jak patrzę na brata i jego rodzinę robi mi się żal, że ja nie mam maleństwa, ale staram się o ty nie myśleć. Na razie rozpieszczam bratanicę, a może i na mnie kiedyś przyjdzie czas. A jak nie no to trudno, przecież są kobiety które nie mają dzieci i są szczęśliwe. Jeśli chodzi o inne sprawy to nic się nie zmieniło nadal mieszkam u teściów, jakoś leci, chociaż mam wrażenie, że się z mężem kłócimy o byle drobiazgi. W pracy też ciężko, a o braku chęci to już nawet nie wspomnę oraz o baraku  weny. Dosyć marudzenia, trochę zdjęć.