Obserwatorzy

niedziela, 12 sierpnia 2018

Dawno dawno...

Co roku obiecuje sobie, że będę systematycznie dodawać posty i znowu wrócę do prowadzenia bloga, ale jakoś z trudem mi dotrzymać słowa. Zatraciłam swoją osobowość odkąd mieszkam u teściów. Czuje się przytłoczona wszystkim i coraz bardziej myślę o tym, co powiedzą inni a nie o tym co mnie cieszy. Czuje się coraz gorzej z sobą, wściekam się o byle drobiazg i wszystko na około mnie drażni a i do haftu nie mam ostatnio czasu i serca. A i z mężem co chwile się kłócimy. Jeden wielki dół nad doły.



W ostatnim czasie powstaje w dalszym ciągu portret. Zamówiłam też kilka zestawów z Aliexpress. 

Staram się z mężem odnowić relacje z mężem i od czasu do czasu spędzamy czas ze sobą. Zwiedziliśmy Zamek Golubski oraz w ostatnim czasie byliśmy w Częstochowie i Krakowie oraz w Luborzycy.



Jak zawsze szukam inny inspiracji. W ostatnim czasie powstało kilka słodkich bukietów oraz kwiatowa kula.




Iskierką radości w moim życiu jest mój mały łobuz Mikunia moja malutka.


piątek, 13 października 2017

Brak mi czasu.

Przyznam się szczerze, że brak mi czasu na wszystko. Normalnie żyje w biegu dobrze odpocząć i odetchnąć nie mogę. W ostatnim czasie dalej dojeżdżam do pracy i wcześniej muszę wyjechać oraz dłużej powrót zajmuje. A i w domu ciągle jest coś do zrobienia. Od ostatniego wpisu trochę się wydarzyło, a mianowicie byliśmy z mężem w Chorwacji, odwiedziliśmy też Festiwal Smaków w Grucznie.












Pogłębiam też swoje inne zainteresowania między innymi kulinaria 




Z Gruczna przywiozłam kilka fajnych dodatków do kuchni takich jak olej lniany, olej dyniowy oraz olej konopny, a także płatki chili oraz suszonego pomidora z czosnkiem i bazylią, miód spadziowy i gryczany.

Powstaje też pamiątka dla koleżanki z pracy.
A tak to u mnie nic nowego. Myślałam, że oswoiłam się z tym, że inne kobiety zachodzą w ciąże, tylko nie ja, ale ostatnio przekonałam się, że nie do końca. Trzy koleżanki z pracy są w ciąży i ciężko mi z tym. Czuje się pogodzona z tym, że mogę nie mieć dzieci ale to boli, że innym się udaje chociaż nie raz przez przypadek.

piątek, 23 czerwca 2017

Ogarniam.

Obiecywanki cacanki, tak jest u mnie. Obiecywałam, że będę systematycznie prowadzić bloga i nic mi z tego nie wyszło. Zawsze sobie coś obiecuje, a później wyrzuty sumienia, że nie udało mi się tego dotrzymać. A co za tym idzie złość na samą siebie, że nic mi nie wychodzi i że jestem do niczego, bo nie jestem idealna. Trudno jest mi zaakceptować siebie, boję się porażki, a zwłaszcza tego co inni powiedzą, że mi się coś nie udaje.

Nic nie daje mi radości, nic nie cieszy. Wszystko denerwuje i złości, jestem ostatnio zgryźliwa i nie przyjemna. Nie chce taka być, a nie potrafię się zmienić.

Od ostatniego wpisu trochę się działo, powstały dwie pamiątki komunijne oraz trochę pojeździliśmy z mężem. A i nasza mała rodzinka się powiększyła ( nie u nas niestety, tylko nasza suczka się oszczeniła). A teraz trochę zdjęć.










 

piątek, 20 stycznia 2017

Zimowo

Zima niby powinna służyć robótką ręcznym, ale u mnie to nie bardzo idzie. Czasami mam takie dni, że z łóżka bym najchętniej nie wychodziła. Staram się ogarniać, ale jakoś wszystko nie idzie po mojej myśli. A to kasy brakuje, a to z teściami jakieś zwarcie i ciągle ostatnio się kłócę z mężem ( o głupoty, ale wiadomo w kłótni różne słowa padają). Brakuje mi takie odpoczynku od codzienności, wyłączenia się na chwile, zwykłego nie przejmowania się co myślą inni. A tak chwila rozprężenia i mam wyrzuty sumienia, że odpoczywam oraz że nie ogarniam wszystkiego, Robię się zestresowaną panią domu. Dosyć marudzenia, chociaż dobrze, że tu mogę się wyżalić.

Okres zimowy kojarzy mi się z wełnianymi swetrami i różnego rodzaju gorącymi napojami. Jak zawitała w końcu do nas zima, to z mężem postanowiliśmy rozgrzać się grzanym piwem i to na śniegu.




 Wieczorami jak mam nastrój to smakuje wino, kiedyś więcej piłam wina, ostatnio bardziej piwo i nalewki.
W świątecznej atmosferze najbardziej oświetlenie i bombki.






niedziela, 1 stycznia 2017

Podsumowania

Kolejny rak za mną. Rok pełen niepokoju, zmartwień i wali samej ze sobą. Kolejny sylwester, który nic nie wnosi. Czasami się zastanawiam, czy podejście do życia (moje oczywiście) nie jest wyolbrzymione. Naoglądam się filmów, seriali i człowiek by chciał tak jak w tym cudownym świecie. Gdzie wszystko się układa, a ludzie są dla siebie stworzeni. Gdzie konflikty same się rozwiązują i z niczego powstaje wspaniałe dzieła w krótkim czasie. Człowiek zaś zastanawia się nad swoim życiem i dochodzi do wniosku, że jego życie odbiega od tego wspaniałego obrazu. Ciężko jest pogodzić pracę z domem i hobby. Brak siły na walczenie z szarą rzeczywistością, czyli z niedoskonałością męża (kochanego choć denerwującego) z poirytowanym w pracy czy z zwykłym brakiem sił. Kolejne niepowodzenia podkopują twoją pewność.

Haft moje hobby, które mnie uspokaja i w pewnym sensie sprawia, że czuję się pewniej, bo coś umie. Czasami jednak patrząc na pracę innych czuję, że jednak nie do końca tak  jest. Tworzycie piękne prace, ogromne obrazy w przeciągu kilku miesięcy czy nawet tygodni, a ja ze swoim męczę się już rok i nawet połowy nie mam za sobą. Nie mówię o tych które są zaczęte a nie skończone. Oglądałam dzisiaj film "Julie and Julia", chciało by się mieć taki autorytet i takie zaangażowanie. A człowiek myśli i planuje a jak ma dojść do realizacji to odpuszcza bo nie ma chęci i boi się niepowodzenia.

Podsumowując 2016 był rokiem złożonym. W pracy bez zmian, z małą może bo przez miesiąc jeździłam na inny sklep do pomocy, ale ogólnie sieć ta sama. W ciąży niestety nie jestem. Zostałam ciocią u brata, Zośka ma już 8 miesięcy i jest cudowna, rozpieszczam jak mogę. O finansach nie wspominam, bo nie ma o czym. Z mężem różnie bywa, najczęściej kłócimy się o głupoty i czasami sami sobie stwarzamy problemy.  Sytuacja mieszkaniowa się nie zmienia, nadal mieszkamy z teściami. Pod koniec roku zmarła babcia, miała 91 lat bardzo to przeżyłam i nadal jak myślę o niej to łzy mi w oczach stają. Haft ostatnio mi nie idzie, portret powoli do przodu, ale więcej przed mną niż za mną. Matryczka jedna zaczęta, pamiątka ślubna też, a i irysy jeszcze są w trakcie. To chyba wszystko, w dzisiejszym wpisie bark zdjęć. Może w nowym roku więcej będę tu zaglądać.

czwartek, 6 października 2016

Jesiennie

Kurczę, rzadko ostatnio tu zaglądam, ale czasu nie mam. Praca, dom, haft i  tak na okrągło. Teściowa podupadła ostatnio na zdrowiu, więc i u mnie więcej obowiązków. A i do moich rodziców staramy się często jeździć. Co mam mówić życie, czasami jest pod górkę, ale staram się z nim zmierzyć. Czasami jest ciężko sił braknie, a i psychicznie czasami nie daję rady. Jednak  nie poddaje się i walczę dalej o siebie i swoją rodzinę. Na haft też mało czasu mam, bo praca zmianowa i nie zawsze mi się chce, ale staram się trochę porobić. Mam nadzieję, że w tym zimowo jesiennym czasie nadrobię.


Męczę portret, a mój piesek mi pomaga jak może. W ostatnim czasie mieliśmy z mężem urlop i troszkę pozwiedzaliśmy. Odwiedziliśmy Częstochowę, Olsztyn oraz Bieszczady. W Bieszczadach próbowaliśmy piwa regionalnego.



Zakwitła mi różyczka na balkonie, ma śliczny kolor.
Ostatnio próbuję się bawić makijażem.
I mój kochany psiutek.